sobota, 11 stycznia 2014

Prolog

-Em  wstawaj za 20 minut mamy autobus! - usłyszałam kolejny krzyk mojej koleżanki Izy.
- Nie idę dzisiaj -mruknęłam i kolejny raz zakryłam twarz poduszką, usłyszałam westchnięcie Izy i trzaśnięcie drzwiami...
Teraz pewnie w waszych głowach pobrzmiewa pytanie co jest? Dlaczego ona mieszka z koleżanką i wiele innych, więc wyjaśniam.
Jak już pewnie zdążyliście zauważyć nazywać się Emilia, mam 17 lat i od ponad dwóch miesięcy mieszkam w Domu Dziecka. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, jednak ilekroć mam na ją wypowiedzieć w moich oczach wzbierają się łzy... Może opowiem wam od początku.

-Em zaraz się spóźnimy! - krzyczała moja mam z dołu, pomalowałam szybko rzęsy tuszem, przeczesałam włosy palcami, ostatni raz musnęłam usta błyszczykiem, spojrzałam w lustro i zeszłam na dół.
- Już jestem! - krzyknęłam i najszybciej jak to możliwie (w szpilkach) zeszłam na dół.
- Ale mamy piękną córkę - powiedział mój ojciec i przytulił moją mamę. - Dobra chodźcie! - powiedział poważnym tonem, więc ruszyliśmy do garażu. Wsiadłam do samochodu, wyjęłam swój stały zestaw czyli telefon, słuchawki i włączyłam sobie muzykę, by nie musieć słuchać kolejnego wykładu mamy czy aby spódniczka którą ubrałam nie jest za krótka.
- Em słuchasz mnie!? - krzyknęła moja mama i dopiero wtedy wyciągnęłam słuchawki z uszu i spojrzałam na nią
- Co jest? - zapytałam najsłodszym głosem jakim tylko potrafiłam.
- Musimy jechać okrężną drogą bo przez roboty drogowe na tej są straszne korki - westchnęła
- Ok - wzruszyłam ramionami i z powrotem zatopiłam się w kolejnych nutach piosenki.

- Długo jeszcze...?  -zapytałam po 30 minutach postoju w jednym miejscu - Miało być szybciej! - mój głos nieświadomie się podniósł, przez co tata zmierzył mnie wzrokiem w lusterku.
- Już jedziemy - powiedział mój ojciec i wreszcie ruszyliśmy jednak nie na długo. - Co jest! - mój ojciec walnął rękami w kierownicę
- Spokojnie - próbowała go uspokoić moja mama, jednak było widać że ona też się denerwuje.
- Tato.. jedziemy - powiedziałam i pokazałam mu oddalające się przed nami auto, szybko ruszył i wtedy się zaczęło... Samochód zaczął cały "tańczyć" przez co mój tata nie mógł opanować kierownicy... Ostatnie co z tego pamiętam to słowa rodziców " Pamiętaj że zawsze będziemy cię kochać" i uderzenie w drzewo...

Otworzyłam delikatnie powieki, a jeszcze szybciej je zamknęłam. Światło w pomieszczeniu było tak oślepiające że nic nie widziałam, słyszałam jakieś słowa, kroki, krzyki i znowu ciemność...
Jest! Udało się! Może teraz się uda na dłużej, zebrałam raz siły i nic, drugi raz.. nic, teraz musi się udać
- Doktorze! - nad moją głową stała kobieta ubrana w biały fartuch, spojrzałam na nią i moje powieki znowu opadły...


Trzy dni później
Wczoraj wieczorem się dowiedziałam i od tamtego czasu z moich oczu ciągle płyną łzy... Ten ból, myśl że to mogłam być ja nie daje mi spokoju... To miałam być ja! Nie oni, ja! krzyczała moja podświadomość. Jakąś godzinę temu była tutaj pielęgniarka i dała mi jakieś leki uspokajające,jednak niewiele mi pomogły.. na razie.



Eh.. to chyba tyle co musicie na razie wiedzieć... Przykre ale prawdziwe... Najgorsze jest to że podobno mam jakiś krewnych, ale co mi z tego jak oni mieszkają w Londynie, niby zostali poinformowani, coś robili ale nie mam żadnych informacji.. W ogóle chce je mieć? To jest dobre pytanie.. Zależy mi na czymś? Nie - odpowiedź jest krótka, od śmierci rodziców mam wszystko głęboko i szeroko, dziwię się że ludzie jeszcze ze mną wytrzymują, ale taka prawda.. To już nie ta sama ja go dwa miesiące wcześniej...


Główna bohaterka

Iza

Hej hej hej :)
Więc tak :D Jest megaa prośba! Jeśli ktoś czyta, spodoba się proszę o mały komentarz, coś żebym wiedziała że mam dla kogo pisać :P Z góry dziękuję iiii bd ktoś czekał na rozdział 1?


5 komentarzy: